Polacy w stolicy Arktyki
Gdzie diabeł nie może, tam... Polaków wyśle.
Z równym wdziękiem wyposażą polską firmę, jak i królewskie apartamenty. Nie inaczej było w przypadku urządzania hotelu Ishavs, należącego do norweskiej rodziny królewskiej w miejscowości Tromsø.Tromsø, choć położone jest już za kołem podbiegunowym, to jednak nie pozbawione jest uroku, i trzeba przyznać, że życie w tym mieście kwitnie. To zapewne dobroczynny wpływ ciepłego prądu zatokowego - Golfsztromu - który umożliwia komfortowy pobyt. Jest on motorem, siłą sprawczą, która pozwala bez przeszkód funkcjonować mieszkańcom Tromsø przez okrągły rok.
- Surowe piękno otaczającej przyrody oraz niezmienne umiłowanie prostoty i naturalności znajdują swoje odzwierciedlenie w architekturze preferowanej przez Norwegów - zauważają przedstawiciele firmy Chairconcept, której pracownicy mieli nadzór nad produkcją, logistyką i wyposażeniem pokoi w Ishavs. - Również dla nas ciekawym było obserwowanie współistnienia pięknego, aczkolwiek surowego, otoczenia z Golfsztromem, ciepłym, morskim prądem. Koncepcja połączenia tych dwóch sił pozwoliła na osiągnięcie wzorniczego rezultatu na miarę królewskiego zleceniodawcy.
W zaproponowanych rozwiązaniach połączono bliską Norwegom prostotę z przełamującymi surowość plamami barw i faktur. To trudne do osiągnięcia ocieplenie projektanci uzyskali głównie dzięki tkaninom. Zarówno ich barwy, jak i faktury stanowiły skuteczny kontrapunkt dla stonowanych, przepełnionych symetrią linii mebli.
- Kojący dotyk materiału to jakby ciepły prąd ułatwiający odbiór drewna, szkła i stalowych elementów z których wykonano meble - podkreślano. Faktycznie, coś w tym jest. Zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że to właśnie przez Golfsztrom port w Tromsø nie zamarza i może działać cały rok, tworząc doskonałą bazę wypadową dla turystów. A gdzie jeśli nie przy hotelowym barze najlepiej snuje się opowieści o przygodach i pięknie tutejszej przyrody...

